Strona główna Kariera i pieniądze Filozofia Hustle vs #slowbiz

Filozofia Hustle vs #slowbiz

Kilka dni temu wspomniałem na Facebooku o najlepszej live debacie, którą oglądałem w tym roku (a przynajmniej w tematyce biznesu). Mowa o spotkaniu Hustle vs Slowbiz. Wymiana poglądów (Marcin Osman i Maciej Aniserowicz) poprowadzonym przez Michała Bąka (Marketing i Biznes). Linki się posypały, więc odpalamy u źródła lub poniżej:

Parę słów o Hustle i #slowbiz

To, co przyciągnęło mnie do tego nagrania to postać Macieja Aniserowicza, którego po raz pierwszy miałem okazję posłuchać podczas Founders Mind w Warszawie. Jego prelekcja była dla mnie największym zaskoczeniem, ponieważ wcześniej nie miałem styczności z żadnym z projektów, które realizuje. Obecnie? Jestem wielkim fanem newslettera #slowbiz. I to naprawdę jeden z najlepszych newsletterów, które śledzę.

#slowbiz czyli wolmo…

Jeśli zdecydowałeś się na odwiedzenie slowbiz.pl, być może rzuciła Ci się w oczy treść zapraszająca do zapisu: „Kusi Cię anty-hustle? To zapraszam!”. W ten sposób zacząłem rozpatrywać Hustle i #slowbiz jako dwa skrajne podejścia. Niby tak, ale jeśli doczytasz do końca, dowiesz się, dlaczego nie do końca osobiście tak to czuję. Skupiając się na samym #slowbiz, podejście to skupia się na prowadzeniu biznesu bez pośpiechu, narzucania presji, „muszę” i jest nastawione przede wszystkim na czerpanie pozytywnych emocji z procesu, niż nieskończone parciem na efekt i bycie numerem jeden. A to wszystko akceptując, że czasem po prostu trzeba wykonać robotę.

Za co cenię #slowbiz?

Przede wszystkim za to, że #slowbiz poznałem w odpowiednim momencie, w którym od długiego czasu pracowałem i edukowałem się przez łącznie 12-15 godzin dziennie, wliczając w to soboty, a często i niedziele. Nie wiem czy doliczyłbym się w tym czasie 20 dni, w których nie zrobiłem nic dla swojej przyszłości. Pamiętam jednak, że nawet w te dni nie odpoczywałem, bo organizm nie potrafił zwolnić, co wiązało się z bardzo nieprzyjemnym napięciem, a nawet umiarkowanymi stanami lękowymi (o których wcześniej wiedziałem tylko z podręczników do psychologii) bez uzasadnionej przyczyny. Śpiąc przerywanym snem po 4-6 godzin na dobę łatwo dojść do wniosku, że skończy się ten źle. Taki stan trwał przez ponad rok. I szczerze mówiąc, tak jak Ozzy Osbourne przyznał, że nie pamięta lat 90, tak ja nie pamiętam połowy 2018 i 2019 roku. Z tą różnicą, że w tym czasie wcale nie byłem w kokainowym ciągu i nie zaczynałem dnia od brandy. Dzięki #slowbiz przypomniałem sobie, że liczy się nie tylko końcowy cel, ale także radość z procesu, która nie wiem kiedy, zmieniła się w żmudną rutynę, jeśli tak można nazwać trzaskanie interwałów, w których faza sprintu niewiele różni się od fazy odpoczynku.

#slowbiz cenię sobie za zaakceptowanie tego, że czasem nie mam ochoty czegoś robić i nie robię sobie z tego powodu wyrzutów. Odpuszczę dobrą okazję, bo aktualnie nie mam ochoty. Nie myślę o sobie jak o przegrywie. Skoro nie olewam przy tym całkowicie życia, nie ląduję na bruku, a wręcz przeciwnie, widzę zadowalające efekty, dlaczego nie miałbym nie zrobić kroku?

Absolutnie nie rozumiem #slowbiz jako usprawiedliwienia nieróbstwa. Wręcz przeciwnie. Odbieram je tak, że wyraża ono w pewnym sensie akceptację zapierdolu. Skoro mam ochotę, energię i akurat tak się składa, że dokładnie w ten sposób chcę ją teraz trawić? Diabeł, budź się i ogień! Swoją drogą, mam własną klasyfikację intensywnej pracy: „zapierdol z konieczności”, „zapierdol z wyboru” i „zapierdol z pasji”. I tutaj Maciej mnie złapał, ponieważ jestem całkowicie odporny na każdego człowieka, który spróbuje mi wmówić, że sprint jest bez sensu, niezdrowy i w ogóle be. Taka mała różnica, a zmienia moje podejście do idei Macieja z „nie podchodź” do „zajebiste!”.

Przy okazji #slowbiz pozwoliło mi przypomnieć sobie, że warto byłoby odkurzyć zaniedbane pasje i zacząć wyprowadzać na spacer mojego towarzyskiego ducha, który niegdyś nie potrafił wytrzymać kilku dni bez spotkań ze znajomymi.

Hustler nieubłaganie ciśnie do celu. Mądrze.

Czy wcześniej preferowałem podejście hustle? Czy w ogóle jesteśmy dogadani w kwestii tego, czym jest hustle? Jeśli jako hustlera wyobrażasz sobie specjalistę lub przedsiębiorcę, który siedzi w firmie od 6 do 22 z podkrążonymi oczami, nie ma życia, za to ma przeciętne efekty i rozwód w trakcie, a przyszłość wróży mu tylko zawał i alimenty, na pewno nie mówimy o hustlerze (Chociaż wtedy wszystkie teksty amerykańskich kawałków w stylu „everyday I’m hustler” brzmiałyby przekomicznie).

Hustler jest wyjątkowo sprytny i opracowuje maksymalnie efektywną drogę do osiągnięcia celu. Efektywną czyli jaką? Taką, która pozwoli dojść do celu jak najszybciej, minimalnym kosztem i z maksymalnym wynikiem. Przez haszcze, bagno i morze? Jeśli ma to sens i nie ma dostępnej lepszej, trudno. Hustler napierdala do przodu! I robi to tak, że w okolicznych wioskach myślą, że nadeszło trzęsienie ziemi. Mokry i uwalony błotem zgarnia nagrodę główną. Ale nie pracuje po to, by być zajętym. Przy okazji, super, że podczas spotkania Marcin wspomniał o moim zdaniem bardzo ważnej kwestii – eliminacji niepotrzebnych zadań. Zbędne czynności oczywiście pozwolą nam pobiegać, ale przede wszystkim w miejscu.

Hustle jest mi dość bliskim stylem, którym starałem się kierować przez ostatnie lata życia, podczas których myślałem, że pracuję mądrze. I tu musiałem odrobić hustlelekcje. Jeśli chodzi o drogę, którą opracowałem, nie mogę sobie zbyt wiele zarzucić, gdyż jestem z niej zadowolony. Zawaliłem jednak na metapoziomie, gdyż w moim obecnym rozumieniu hustler powinien też zapewnić sobie możliwie najlepszą kondycję siebie jako jednostki, co w rezultacie zapewni też większą efektywność działań. I chyba celowo to ignorowałem, nakładając na siebie zdecydowanie zbyt dużo. Umknęło mi, że hustling wcale nie mówi „ciśnij robotę, wrzuć jeszcze jeden cel i nie miej życia”. To podejście skupione na maksymalizowaniu efektów, możliwie optymalną drogą. Wrzucanie 200 kg na klatę na pierwszym treningu do optymalnych nie należy. Zdecydowanie.

Zazwyczaj nie opowiadam się po żadnej stronie

Nigdy nie miałem zadatków na ultrasa.

Widzę ogrom korzyści #slowbiz, jak i Hustle. Lubię czerpać zarówno z jednego, jak i drugiego podejścia, a czasem odwiedzić kogoś obcego. Muszę przyznać, że bliżej mi do #slowbiz, które mówi „enjoy your biz!” (co przekładam na życie prywatne, zawodowe i pierwsze kroki w biznesie), jednocześnie nie wyrzucając mnie z grilla za moje uwielbienie do działania na wysokich obrotach. Wciąż mogę to robić, skoro szczerze tego chcę.

A Hustle? Miewam tak, że wypływam na środek morza, niespodziewanie grzęznąc w mule. Ani do tyłu, ani do przodu. Zostać w miejscu też słabo. Wtedy niezawodnie ratuje mnie hustle. Czasem po prostu czuję, że nie mam motywacji. Odpuszczę sobie na dzień czy tydzień, ale zauważam, że odpoczynek wcale nie jest tym czego w tym momencie szukam. Wiem, że pragnę osiągnąć ten konkretny cel i jedyne czego mi brakuje to przyciśnięcie pomimo braku chęci spowodowanym utknięciem w takim momencie procesu, który wcale mnie nie cieszy. W tym miejscu doskonale sprawdza się mentalność oraz narzędzia hustlera.

Oczekiwałem walki na ringu. Nie było, ale nie zawiodłem się.

Spodziewałem się, że Marcin Osman i Maciej Aniserowicz wyprowadzą sobie parę merytorycznych sierpowych. Może dzięki temu spotkanie byłoby bardziej efektowne, ale wcale tak się nie stało. Wręcz odwrotnie. Panowie odnaleźli wiele kwestii, w których całkowicie się zgadzali, co odebrałem jako bardzo ciekawe. Osobiście postrzegam obu z nich jako odnotowujących nieprzeciętne sukcesy, bawiących się procesem i jednocześnie prowadzących udane życie. To spotkanie jeszcze bardziej pokazało mi, że zarówno obranie jednej, jak i drugiej drogi może być efektywne i zdrowe, podobnie jak decyzja o podbieraniu mięska z różnych podejść. Warto zastanowić się, czego oczekujesz, zbadać w praktyce dostępne opcje i wybrać to, co pasuje do Ciebie najlepiej.

Dalsza droga

https://marketingibiznes.pl/ – Gorąco polecam śledzić zarówno treść pisaną, podcast, jak i video. Michał Bąk regularnie organizuje inspirujące spotkania o wysokiej wartości edukacyjnej

https://slowbiz.pl/ – Strona projektu #slowbiz Macieja Aniserowicza – gorąco polecam newsletter!

https://osmpower.pl/ – Wydawnictwo prowadzone przez Marcina Osmana. Jeśli interesuje Cię Hustle, znajdziesz w nim książki Gary’ego Vaynerchuka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Dołącz do obserwujących

122FaniLubię
46ObserwującyObserwuj

Popularne

Czy poszedłbym na studia ponownie, gdybym mógł cofnąć czas?

Z czasów matury pamiętam głównie dwie rzeczy. To, że prawie wszyscy znajomi wybierali się na studia i to, że większość źródeł, które czytałem, stanowczo odradzało mi ten krok. Jak podsumuję ten okres? Czy poszedłbym na studia ponownie, gdybym mógł cofnąć czas?

Raport z budowy bloga od podstaw #2 – kwiecień-maj 2020

Nietypowy, bo dwumiesięczny raport z działań w obrębie bloga. Pomimo braku prac w maju, kwiecień dostarczył mi ciekawych wniosków dotyczących publikowanych treści, w różnym stopniu angażując społeczność.

Filozofia Hustle vs #slowbiz

Kilka dni temu wspomniałem na Facebooku o najlepszej live debacie, którą oglądałem w tym roku (a przynajmniej w tematyce biznesu). Mowa o...

Jak to możliwe, że nie dostrzegamy satelitów Starlink nad naszymi głowami?

Wczorajszego wieczora, z resztą nie pierwszy raz, mieliśmy okazję podziwiać na nocnym niebie niezwykle zjawiskowe (i kontrowersyjne) przedstawienie. Co na to ludzie?

Ostatnie komentarze